<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Telefoniczne porady">
<author_1="Maria Zientarowa">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="12">
<date="1954-12-12">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Tak- Pani doktór — próbowała przerwać matka Janka — ale co do Andrzeja, to on wprawdzie kaszle, ale się nie zanosi, a w zeszłym roku jak miał tę grypę to mówili, że zatoki...— Wszystkie dzieci mają teraz zatoki — powiedziała pani doktór. A w ogóle nie lubię tych telefonicznych porad. Idź z nim do poradni, każ go prześwietlić...— Ja bardzo przepraszam — odezwał się męski głos w telefonie — ja bardzo przepraszam, ale niech go pani nie prześwietla. Ja naprawdę nie mam zwyczaju podsłuchiwać. Tylko, że chciałem dzwonić do mojego kolegi z biura w jednej sprawie, l nakręciłem numer no i usłyszałem szanowne panie—— To niech pan odwiesi słuchawkę — po-wiedziała pani doktór lodowato.— Pani pozwoli, że się przedstawię: Domagała jestem — powiedział męski głos — i na-prawdę nie podsłuchiwałem. Ale sam jestem ojcem i usłyszałem o tym kokluszu i sumienie mnie nie pozwala nie poradzić pani co robić. Bo proszę pani jest bardzo prosty sposób na tę paskudną chorobę i będzie mi pani jeszcze dziękowała.— Niech pan odwiesi słuchawkę — powiedział pani doktór groźnie. — To nieprzyzwoite. Dawniej ludzie nie mieli takiej śmiałości. Skąd pan się w ogóle wziął w tym telefonie? To bezczelność.— Żadna bezczelność — oburzył się pan Domagała. — Przede wszystkim to nie moja wina, że się włączyłem, tylko takie są teraz centrale. Druty się poplątały czy co? Sam nie wiem. A poza tym przedstawiłem się, to już nie jestem obcy, a w ogóle powinienem się obrazić, tylko że mnie dziecka szkoda. Niech pani jutro weźmie dzieciaka, zapakuje go ciepło i pojedzie z nim na Śląsk.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
